
na poczatku byl horyzont poczatku
nic innego nie wisialo nad nami
nie liczylismy
zmartwien ktore nas nie zlaczyly
nie bylo zadnej nierownosci
gdzie szeroki usmiech rozwial
zagluszajace obawy niewystarczalnosci
dni ktorych nieznalismy
z uniosionymi ramionami nosem zadartym wysko ponad linje bezpieczenstwa
wierzylismy w jutro
upadek byl abstrakcyjnym obrazem z bogatej kolekcji dziel Caldera
w ktorym odbiciu widzielsmy tylko kolory snow
zima uswiadomila nam
istnienie mrozu
gorski wiatr podmuchiwal niepokojem w twarz
uparci na wyzwanie szlismy utartym szlakiem bohaterow
juz wtedy zaczelo sie zbierac fakty
ze nie wszystko ulozy sie na 100%
a sciany naszych systemow moga nie wytrzymac
sila
bedzie sila kazdego z osobna
a kto ukladal piramidy marzen w pospiechu?
czy tak trudno dostrzec ze poczatek i koniec sa bliskie sobie?
od nas zalezy nastepny krok